SYMULATOR NA RAJDOWEJ SŁUŻBIE

SYMULATOR NA RAJDOWEJ SŁUŻBIE

SYMULATOR NA RAJDOWEJ SŁUŻBIE

17. 12. 2019

Czasy lekceważącego traktowania wirtualnych treningów już minęły. Rajdowe i wyścigowe symulacje to ważny element przygotowania do startów. Ledwo skończył 24 lata. Został najmłodszym mistrzem Polski w historii w sporcie, w którym piekielnie ważne jest doświadczenie. A to przychodzi z wiekiem i dziesiątkami kolejnych startów. Jemu dojechanie do tytułu zajęło tylko 18 rajdów RSMP. Wielki talent? Na pewno. Ale też ciężka praca i umiejętne korzystanie z nowoczesnych technologii, które pomagają nieco oszukać czas.

Czasy lekceważącego traktowania wirtualnych treningów już minęły. Rajdowe i wyścigowe symulacje to ważny element przygotowania do startów.

Ledwo skończył 24 lata. Został najmłodszym mistrzem Polski w historii w sporcie, w którym piekielnie ważne jest doświadczenie. A to przychodzi z wiekiem i dziesiątkami kolejnych startów. Jemu dojechanie do tytułu zajęło tylko 18 rajdów RSMP. Wielki talent? Na pewno. Ale też ciężka praca i umiejętne korzystanie z nowoczesnych technologii, które pomagają nieco oszukać czas.

„Trenuję w gokartach, w symulatorze i czasem, choć bardzo rzadko, w samochodzie rajdowym” – mówił Mikołaj Marczyk, czyli mistrz Polski 2019 w barwach ŠKODA Polska Motorsport.

To już nie zabawy dla małolatów

Rajdy to sport, w którym istotne jest budowanie tempa za kierownicą auta i znajomość charakterystyki dróg. Przez lata kluczem była duża liczba startów, a także treningów i testów w rajdówce. To spore wyzwanie dla całego zespołu. Wiąże się nie tylko z kosztami, ale przede wszystkim z kwestiami organizacyjnymi i logistycznymi. Często po prostu trudno jest zorganizować wartościowy trening w dobrym terminie, a do tego mechanicy i inżynierowie potrzebują nieco czasu, by dobrze przygotować auto. I tu do gry wchodzą symulatory.

Komputer, telewizor, kierownica i gra – to najbardziej podstawowy zestaw do tego, by pościgać się pod własnym dachem. Profesjonalne symulatory korzystają z podobnych założeń, ale wszystko jest na zdecydowanie wyższym poziomie – to porządne narzędzia treningowe. Program do symulacji ma jak najlepiej odwzorować trasy oraz parametry samochodu. Ekran (lub ekrany) ma dać kierowcy poczucie, że rzeczywiście jest w aucie. Kierownica ma takie samo przełożenie i opór jak w rajdówce. Do tego profesjonalny fotel z siłownikami imitującymi przeciążenia, pasy, skrzynia biegów i hamulec ręczny. Zawodnik musi się czuć jak w swoim aucie. Dlaczego to tak ważne? Z takiego treningu trzeba wziąć dla siebie jak najwięcej i umieć przełożyć to na warunki drogowe.

Co można wyćwiczyć?

Nowoczesne symulatory są świetnym uzupełnieniem tego, nad czym kierowca pracuje w rajdówce. A czasem są wręcz lepszym miejscem do treningu. Pozwalają na zachowanie pamięci mięśniowej, bo siły działające choćby na ręce są takie jak w prawdziwym samochodzie. Przy tym, co ważne, o wiele łatwiej skorygować błędy w operowaniu kierownicą – trener może cały czas obserwować to, jak kierowca trzyma ręce i reaguje w sytuacjach ekstremalnych, oraz wprowadzić błyskawiczne poprawki. Skuteczność jazdy – promień skrętu, siła wciskania gazu i hamulca, praca sprzęgłem, operowanie skrzynią biegów – widać na telemetrii, a więc kierowca dostaje liczbowe dowody na to, jak jedzie. To pozwala dostrzec i wyeliminować błędy, których w aucie nie da się zauważyć. W symulatorze kierowca pracuje również nad koncentracją i koordynacją ruchowo-wzrokową.

Czy to działa? Przykład Mikołaja Marczyka pokazuje, że bez takiego treningu ani rusz. Dziesiątki godzin w wirtualnym świecie przełożyły się na sukcesy i trofea w realnych rajdach. Dowód na to, że symulacje są bliskie rzeczywistości? W 2018 roku Marczyk wygrał wirtualną rywalizację na Kryterium Asów na ulicy Karowej, a w prawdziwym starciu był o włos od zwycięstwa, przegrywając z rywalem w mocniejszym aucie.

Artykuł powstał we współpracy ze skoda-auto.pl

Ostatnie newsy

Wszystkie newsy